Dodano: 2006-05-21 20:06
Ja skolei od 5 lat zajmuje graniem na gitarze. Ale nie gram dla samej gry tylko poświecam temu masy czasu. Dziś jestem gotów żyć dla muzyki i nią się żywić, a moze nawet przyjdzie i przez nią umrzeć. Ważne jest w życiu poświecenie dla swoich dążeń. A optymisci? Popadają w popłoch przy większym problemie bo nie są wstanie dopóscić do swojej świadomosci, że coś jest źle i moze być gorzej. Dla nich wszystko musi być piękne i doskonałe! Zawsze wszystko musi się dobrze konczyć! Życie tez dla nich sie dobrze konczy? Wszystkich nas czeka to samo! Sześć stóp pod ziemią w dębowej skrzyni bez znaczenia czy widzielismy coś czarno czy kolorowo!
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2006-05-21 21:00
Niestety bardzo trudno się z tobą nie zgodzić KostuCHu...życie dla optymiastów czasem jest zbyt kolorowe..i w czasacg obecnych zdecydowanie lepiej żyje się ludzią którzy są i optymistami i pesymistami...
Dodano: 2006-05-21 21:24
Pal sześć. Dla mnie nie ma znaczenia pesymizm czy optymizm. Albo komus się w zyciu ukałda albo nie. To jak się potocza nasze losy zalezy tylko i wyłacznie od nas i naszych decyzji jakie podejmujemy. Ale pamietajcie, czase jedno trzeba stracić aby zyskać nowe.
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2006-05-21 22:03
a ja sie po części zgadzam z KostucHem bo sama tez zyje muzyką i nie wiem co by było gdyby nie ona i chocby wlasnie przyszło przez nia w jakis sposob zginą to trudno ale przynajmniej bede sie czula spełniona bo robie to co kocham i nie obchodzi mnie czy i nni uwazaja mnie przez to za wariatke.W koncu trzeba byc sobą!a wlasnie z muzyką wiarzą sie moje najszczesliwsze i te najgorsze momenty w życiu,dzieki niej żyje ale płakac tez sie zdazy( i ze szczescia i z niszczescia),ona przynosi ukojenie i tylko przez nią potrafie wyrazic to co tak naprawde we mnie siedzi...
Moze i duzo gadam i w ogole ale jak jest muzyka to nie trzeba zadnych słow tylko wystarczy uwierzyc w siebie i otworzyc sie na świat(choc swiat jest podły)ale nieraz jesli odwazymy sie pokazac to co w nas siedzi zdarzy sie ktos kto choc czesciowo zrozumie albo ktos kto dzieki temu tez odwazy sie otworzyc:)
Niestety zdarzaja sie tez tacy ktorzy to wykorzystuja i to jest podłe!Wdzieranie w czyjs swiat i sciaganie na ziemie,nóż marzeniom w plecy...
Trudno ocenic czy jestem pesymistka czy optymistką wiem tylko ze czesto nie jestem realistką:)i nie chce tego zmieniac-czyli daje sie poniesc marzeniom co u mnie =chyba optymizmowi(moj zarys wewnetrzy jest dosc skąplikowany wiec nie mozna jednoznacznie ocenic czy jestem pesymistką czy optymistką
)
...każdy ma swój świat...
Dodano: 2006-05-22 15:55
Ja tam jestem realistą, podchodze w sposób racjonalny do życia i świata. Grunt to wiedzieć czego się oczekuje od samego siebie i na ile nas stać aby realizowac swoje cele ale wykluczajac makiawelizm.
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2006-05-26 12:23
Ja jestem takim pol realistą pol marzycielem i jeszcze po trochu optymisto-pesymistą...czasem wychodzi z tego coś ciekawego.. ale dużo częściej trudno mi się z tym zyje...ale mimo wszystko ja nie chce być takim "pełnym"realistą...czasem wole bujanie w obłokach i olewanie nie przejmowanie się niczym...wiem że to nigdy nie jest rozwiązaniem ale czasem warto oderwaćź się od naszego realnego świata i troche odlecieć. Jestem pewien że to "brzmi" może pokrętnie i niezrozumiale ale takie jest nasze zycie w którym niczego nie możemy być pewni.
Dodano: 2006-05-26 14:35
Jestem pesymistą, choć na własny użytek nazywam to "do-bólu-realizmem".
Pesymistą jestem dlatego, że w dzieciństwie bardzo często marzyłem - żyłem swoimi marzeniami, tworzyłem nowe rzeczywistości... Dwadzieścia lat później z marzeń tych zostały strzępy. Część z nich nie ziści się nigdy, część tylko przy wielkim farcie, naprawdę niewiele z nich mogę jeszcze zrealizować własnymi siłami...
Co w sumie chyba skłoni mnie do otwarcia nowej dyskusji...
Czasem wpadam.
Dodano: 2006-05-28 13:17
Ja jestem (podobno- wyszło z testów jakichś u p. psycholog
defensywną pesymistką, to znaczy, że wyznaję zasadę: nie ma się co cieszyc zawczasu, jak się uda to radośc będzie większa, jak nie- dół będzie mniejszy
A tak wogóle, to ja jestem realistką, a nie żadną pesymistką, ale jakoś nikt mi nie chce uwierzyc 
Der Tag vergeht für mich, wie ein Gebet an dich. Denke irgendwann an dich, wo du jetzt bist. Was kommt am Ende? Fließt dieser Fluß ins Nichts? Sende ein Zeichen, von dort wo du jetzt bist.
Dodano: 2006-05-29 09:38
Ja nie jestem jednoznacznie jak napisałem wcześniej ani pesymistą ani optymistą… życie jest zbyt trudne i pokręcone żeby to aż tak uogólniać.
Dodano: 2006-05-29 23:29
A ja jestem optymistką... tzn. staram się nią być. Oczywiście bywają takie sytuacje w życiu, ze człowiek myśli pesymistycznie, ale staram się opamiętać. Myślę, że własnie optymizm jest moim głównym motorem życiowym... gdyby nie on, nie wiem co by się działo...
Meraviglisa creatura Sono sola al mondo
Dodano: 2006-05-30 06:19
Ja pewnie też w większości kwesti jestem "defensywnym pesymistą"... wole nastawić się i przygotować zawsze na gorszą opcje, nawet jeśli prawdopodobieństwo jej wystąpieniajest bardzo nikłe. To często ułatwia życie.
"Uważaj, żeby nie pomylić nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu."
Dodano: 2006-05-30 07:35
Coś czuje że ja bym tak nie potrafił… ja bym nie potrafił żyć pesymizmem między innymi dlatego że moje życie jest już za bardzo szare żeby się jeszcze pogrążać…więc cię podziwiam pod tym względem…
Dodano: 2006-05-31 14:31
Ale tu nie chodzi o totalny pesymizm i depresję, widzenie wszystkiego w czarnych/ szarych barwach, tylko o realne stawianie sprawy i treściwe obliczanie szans. To taki "neutralizm" bardziej... Bez odchyłów w żadną ze stron...
Wydaje mi się, że to najzdrowsze z podejśc... Się człowiek nie dołuje aż nadto, ale też nie buja w obłokach...
Der Tag vergeht für mich, wie ein Gebet an dich. Denke irgendwann an dich, wo du jetzt bist. Was kommt am Ende? Fließt dieser Fluß ins Nichts? Sende ein Zeichen, von dort wo du jetzt bist.
Dodano: 2006-05-31 14:51
| Athame napisał(a): |
| Się człowiek nie dołuje aż nadto, ale też nie buja w obłokach... |
ale ja lubię bujać w obłokach i nie mam zamiaru tego zmieniać wierzcie mi, że wolę się uśmiechac i myśleć że będzie dobrze, bo zbyt wiele przykrosci spotkało mnie ostatnio...
Hexe ist ein Beruf mit Zukunft. ;)
Dodano: 2006-05-31 16:58
| Hexe napisał(a): |
|
ale ja lubię bujać w obłokach i nie mam zamiaru tego zmieniać wierzcie mi, że wolę się uśmiechac i myśleć że będzie dobrze, bo zbyt wiele przykrosci spotkało mnie ostatnio... |
Fakt, optymizm pomaga w zmaganiach z codziennością, optymiści rzadziej chorują i nie mają problemów z psychiką, jest to na pewno postawa polecana, ale rzadko kiedy można spotkac prawdziwych optymistów... Bardzo często (wynik moich osobistych doświadczeń, niestety) nadmierni "optymiści" nie zdają sobie sprawy z wielu zagrożeń i nie biorą pod uwagę wielu faktorów przy dokonywaniu niektórych ważnych lub mniej ważnych kroków życiowych/ nieżyciowych... Ale trzeba też odróżnic optymizm od lekkomyślności to fakt. Chociaż mi jest czasem ciężko, patrząc na moich niektórych znajomych...
Der Tag vergeht für mich, wie ein Gebet an dich. Denke irgendwann an dich, wo du jetzt bist. Was kommt am Ende? Fließt dieser Fluß ins Nichts? Sende ein Zeichen, von dort wo du jetzt bist.
Dodano: 2006-06-01 20:38
Droga Hexe...ja zgodze sie z tobą bo mam zupełnie tak samo...wole żyć we własnej Utopii niż w szarym dole...
Dodano: 2006-06-25 22:10
zawsze myślałam, że podstawa to zachować optymistyczne myśli, uśmiechać się, chociaż w głębi duszy chce się płakać, nie męczyć nikogo swoją smutną miną. myślałam, że jest to dobre rozwiązanie, że jest ono odpowiednie...
ale zostało mi zarzucone, że jestem bezuczuciowa, zimna, oschła, na niczym mi nie zależy, mam wszystko gdzieś (itp.itd.)...dlaczego? ponieważ nie zalewam się właśnie łzami, chodze na imprezy, gdy dzieje się coś złego w moim życiu...a smutek, łzy, ból i inne zjawiska wyniszczające zostawiam mojej duszy...
może lepiej być pesymistą, może lepiej, gdy człowiek ukazuje, jaki to nie jest wściekły na cały świat, jak to mu się życie spie***? bo wtedy ludzie ci wierzą, wtedy nie jesteś posądzana o kłamstwa... absurd...
...I forgot to remember to forget... /johnny cash
Dodano: 2006-06-26 08:04
Frija mi zarzucono dokladnie to samo... (dlatego powstała Jedna maleńka łza) ale tak na dobra sprawę nie masz sie czym przejmować bądź po prostu sobą i jeśli uważasz że nie wszyscy musza widzieć co na prawdę czujesz to tego nie pokazuj... usmiechaj sie i baw i choć na zewnatrz bądź optymistka :twisted:
Hexe ist ein Beruf mit Zukunft. ;)
Dodano: 2006-06-26 09:27
ogólnie to zawsze miałam to gdzieś...gorzej jak później ci wmawiają, że jesteś wredną jędzą, czy inne takie, bo uczuć nie ukazujesz i nie zamartwiasz się na pokaz. zawsze wychodziłam z założenia, że to, co na zewnątrz, a to, co wewnątrz, to dwie odrębne strefy. nie mam potrzeby, by wszyscy mi współczuli, by im smutno było z mojego powodu. wolę jak się wszyscy bawią i wtedy mam zawsze nadzieję, że mi też się polepszy.
smutek chowam w czterech ścianach mojego pokoju (albo nieraz ryczę idąc ulicą-raz miałam taki ekstremalny przypadek, bo już psychika siadała i powstrzymać się nie mogłam) :wink:
...I forgot to remember to forget... /johnny cash
Dodano: 2006-06-26 12:04
Cannibal jeszcze jedna taka wstawka a zastanowimy się naprawdę nad zablokowaniem Ci konta.
Gwyn
...
Dodano: 2006-06-26 13:09
Canibal88: Człowieku, powinni Cię na tym forum zablokować
Co do tematu... według jednych jestem optymistką (bo mówię, że luz i spoko, choć wewnątrz się trzęsę) a według innych pesymistką (bo mówię, że nie zdam, że nie dam rady)... a tak osobiście, to jestem neutralna... nastawiam się na niepowodzenie, bo potem bardziej się cieszę i rzadko zawodzę 
Dodano: 2006-06-26 15:06
chyba dobrze,że ominął moją obecność zapewne życzliwy komentarz :?
Fausthie, sądzę, że każdy tak ma... udaje się, żeby nawe własną osobę pocieszyć i sprawić, by uwierzyła... :D
...I forgot to remember to forget... /johnny cash
Dodano: 2006-06-26 16:31
Ja jestem podobno zdecydowanym pesymistą... W sumie może to być racja zawsze mówię ze się nie uda a czasem zdarza się że mnie zmuszają zebym się uśmiechnął. Czasem mam duże problemy z okazywaniem uczuć (ktore są w 99% negatywne) bo ludzie nie lubia kiedy to robię. Po prostu myślą ze jestem strasznym egocentrykiem i chcę zeby mi wszyscy współczuli co ja mam gdzieś czy mi współczują czy nie bo to i tak nic nie zmienia dlatego wtedy staram się zupełnie nic po sobie nie pokazywać. Ogółem wsyztsko widzę w czarnych barwach i inaczej nie umiem po prostu takie mam nastawienie i raczej tego nic nie zmieni. Zresztą po co? Wolę siebie takiego bez żadnej maski bo cos takiego to dla mnie najgorsza sprawa jaka może być a ze niektórym ludziom to przeszkadza to juz jest ich problem.
"You gotta put your faith in a loud guitar..."
Dodano: 2006-06-27 19:23
| frija napisał(a): |
| udaje się, żeby nawe własną osobę pocieszyć i sprawić, by uwierzyła... :D |
czasami to jedyne i najlepsze rozwiązanie tak na dobrą sprawe wszystko jesteśmy w stanie sobie wmówić i w to uwierzyć dlatego wcale nie uwarzam żeby był to zły pomysł, wręcz przeciwnie :twisted: (chociaż ostatnio mi sie to nie udawało... to dla tych którzy wiedza o co chodzi i ktorych powinnam przeprosic)[/url]
Hexe ist ein Beruf mit Zukunft. ;)
Dodano: 2006-06-27 21:30
no czasami się przestaje udawać, taka prawda...szczególnie często mnie taki moment bierze na imprezach, gdy na chwilę usiądę sama i wtedy zaczyna wszystko napływać(wraz z ilością procentów) do głowy :? nie jest to sympatyczne...później trudno te złe myśli od siebie odgonić :?
...I forgot to remember to forget... /johnny cash